piątek, 24 października 2008
Pan Wu
Zatrzymanie Janusza Wójcika, choć spodziewane i wręcz oczekiwane, mnie zasmuciło. Bowiem Wójcik to jakby nie było jeden z lepszych trenerów w historii polskiej piłki. Na zasadzie, że trenera bronią wyniki jest w ścisłej czołówce, a w latach 90. nie miał sobie równych. Nie tylko srebro w Barcelonie, ale też dobre eliminacje ME 2000 w bardzo trudnej grupie z Anglią, Szwecją i Bułgarią. W piłce klubowej może pochwalić się jednym, mocno kontrowersyjnym, sukcesem. Mistrzostwo Polski w sezonie 92/93. Później odebrane i przyznane Lechowi Poznań. Dla mnie wątpliwe by "Kolejorz" podobnie jak Legia, ŁKS i pozostałe kluby nie ustawiał, bądź nie próbował ustawić tego sezonu. Te wyniki przemawiają na korzyść "warsztatu Wójcika". Przede wszystkim zawsze dobierał sobie zawodników pod kątem charakteru, którzy razem z nim "golili frajerów". Ten aspekt zwłaszcza wobec nieograniczenie szerokiej możliwości selekcji w kadrze przyniósł efekty. Zamiast odpraw taktycznych pobudzał piłkarzy do walki. To naprawdę dawało efekty! Jak inaczej wyjaśnić fakt, że Sylwester Czereszewski strzelił dwie bramki Bułgarom na wyjeździe? Poprostu jechał z kelnerami. Kelnerem i frajerem był dla Wójcika każdy. Rywale istnieli po to by miał kogo golić. Ta retoryka sprawdzała się w kadrze. Poza tym lubił wypić, także z zawodnikami. To okazało się niezwykle ważne po konfliktowej kadencji Piechniczka. Kadra była rodziną, a Wujo ojcem. Druga rzecz, to fakt że Wójcik zawsze walczył z PZPN. Nie był klasycznym betonem, działaczem czy związkowcem. Walczył zarówno z PZPN Górskiego jak i PZPN Dziurowicza. To Wójcik załatwiał wszystko kadrze olimpijskiej, a później narodowej. Misie z PZPN były mu niepotrzebne, bo misie w przeciwieństwie do rodaków czekały na jego potknięcia. Zresztą gdyby to zależało wyłącznie od misiów to Wójcik kadry by nie dostał i nawet heroicznie przegrane baraże nie uratowałyby jego posady. Chociaż trzeba przyznać, że granie w czarnych strojach w kodowanej telewizji nie służyło interesowi narodowemu, ale jednak piłkarze nie musieli już tak jak wcześniej narzekać na warunki. Można nawet powiedzieć, że pod koniec lat 90. Wójcik wprowadził nową jakość w kadrze, jeżeli chodzi o warunki pobytowo-organizacyjne. Misiom na tym nie zależało. To wszystko ma przełożenie tylko na nasze krajowe podwórko. Ogólnie Wójcik był słabym trenerem, a do tego burakiem i mało inteligentną osobą. Dostarczył jednak naszej piłce wielu zabawnych anegdot, a co najważniejsze przywiózł srebro z igrzysk.
sobota, 11 października 2008
Krzynkowe problemy
Jeszcze w poniedziałek bałem się czy dzisiejszy mecz dojdzie do skutku. Od kilku dni możemy już spokojnie zamartwiać się nad wyjściowym składem. Nie widzę wiekszych problemów czy w bramce stanie Boruc czy też Fabiański, bo jeżeli obrona nie zawali to obaj dadzą radę. Nie jest też dylematem czy stawiać na Brożka czy na Sosina, bo jeżeli Błaszczykowski, Roger i Smolarek zagrają swoje to napastnik będzie miał się okazję wykazać, a nie widze między nimi wielkiej różnicy klas. Najbardziej bolesną sprawą jest wystawienie na lewej obronie Jacka Krzynówka. Za zasługi ten zawodnik mógłby mieć postawiony pomnik w rodzinnym Kamieńsku. Leo jednak postanowił postawić mu żywy pomnik na Śląskim w Chorzowie. Jego rywalem będzie Libor Sionko, który jeżeli tylko zbliży się do poziomu jaki zaprezentował na Euro to nas pogrąży. Jedynym atutem Krzynia jest lewonożność. Bez formy, bez grania chociażby ogonów. To co zagrał do tej pory można by nazwać ogonkiem ogonka. Wbrew wielu nie widzę tu w roli zbawcy Piotra Brożka, który nie radził sobie ostatnio w meczu z Górnikiem. Nie widzę tu też ratunku w Sewerynie Gancarczyku, który wygląda mi na przekwalifikowanego skrzydłowego, jako, że na pomoc był za słaby. Jednak zarówno ta dwójka jak i będący na zgrupowaniu Wawrzyniak, a także kontuzjowany Marcin Kowalczyk byliby na 100% lepsi niż Krzynówek. Oby tylko Krzynówek tym meczem wrócił do gry i wywalczył sobie zimowy transfer gdziekolwiek. Jeżeli nie, to może się okazać grabarzem naszych szans na MŚ'10
wtorek, 07 października 2008
Czterech betonowych i pies
Wiemy już, że wybory odbędą się zgodnie z planem, że nie zostaną sfałszowane i że wygra Zdzisław Kręcina. Listkiewicza nie można nawet zgłosić z sali i będzie już teraz prezesem nieformalnie. Przed nami wybory i czas przyjżeć się kandydatom: 1. Dzidek Kręcina Nazwisko idealne, życiorys (dla wybierających) również. Dla niego wygrana będzie nagrodą za 25 lat lojalnej pracy na rzecz PZPN. Jakby nie było jako jedyny w Polsce dysponuje oficjalną licencją menedżerską FIFA ds. organizacji meczów. Ździchu ma poparcie Listkiewicza co jest jego głównym atutem (znów dla wybierających). Aktywny w strukturach światowych zepewni więc spokój działaczom. Dumny z bycia betonem. Warto zobaczyć co Kręcina potrafi załatwić w Sheratonie, a czego niebetonowy człowiek nie potrafi: Szanse na wygraną: 60% 2. Grzesiu Lato Ostatnio schudł, wyładniał i nabrał kolorytu, a przede wszystkim przestał być pyzą. Gotowy do walki o fotel. Niektórzy podejrzewają go o zakusy do bycia europosłem. Były senator, który ponoć się w tej roli nie przemęczał. Wybitny piłkarz, słaby trener, marny działacz. Wie, że beton jest potrzebny przy solidnych konstrukcjach. Swojego programu nie ujawni, bo boi się, że inni będą ściągać. Grześ zna się na budowlance jako ekspert. Chciało by się obejrzeć bramki strzelane Argentynie, ale jednak wolę ten film. Zwłaszcza ta iskra w głosie kiedy mówi Betafence: Szanse na wygraną: 35% 3. Zibi Boniek Drugi wybitny piłkarz na liście kandydatów i drugi marny trener. Ma jednak jedną przewagę nad resztą. Nie ma czegoś takiego jak "klątwa Kręciny" czy "klątwa Jagodzińskiego". Zamieszany w Widzew powtarza w kółko, że ma czyste ręce. Wymarzony kandydat znacznej części kibiców i oddany przyjaciel Platiniego. Przyjaźń z szefem UEFA to jedyny chyba plus (dla wybierających) Zibiego. Nie zna się na betonie, a jak się nie zna na czymś to o tym nie mówi. Mało tego przez niektórych posądzany jest za nowocześniejszy karton gips. W związku z porażką w Związku skoncentruje się na prowadzeniu firmy o wdzięcznej nazwie Bon Oil. Może to lepiej, że Boniek kojarzyć się nam będzie tak: (Uwaga Kołtoń!) szanse na wygraną: 5% 4. Tomek Jagodziński Dla wielu może być anonimowy. Były niezależny senator. Rzecznik Dziurowicza w sporze z Dębskim. Generalnie nie popiera go nikt i nawet osoby, które dały mu głosy pozwalające kandydować nie poprą go w wyborach. Ma przeciw sobie nawet Janusza Wójcika, który popiera wszystkich oprócz Jagodzińskiego. Zasłynął jako autor książki "Cwaniaczku nie podskakuj" o aferach i korupcji w polskiej piłce. Z takim piętnem skreślony. Brak sensownego filmiku na YouTube również dyskredytuje go jako rzetelnego kandydata. szansa na wygraną: 0% W roli psa kurator Zawłocki, 30 października zapewne ujadać będzie do późnej nocy, wijąc się i krzycząc w letargu: ZAWIESZAM! ZAWIESZAM! ZAWIESZAM! Mnie brakuje w tym gronie zdecydowanie najlepszego kandydata, Zbigniewa Koźmińskiego. Chodzący betonowy pomnik. Nieprzejednany wojownik na rzecz czystości PZPN. Już sama ta wypowiedź zapewniła mu moje dozgonne poparcie: Najlepsze cytaty: Media tak ukształtowały głos ludu, że głos ludu nie patrzy na merytoryczną stronę Zwrócić to im może towarzystwo turystyczno-krajoznawcze. Związek nie jest od zwracania. Nasuwa się optymistyczna puenta: Związek pije, ale nie zwraca.
poniedziałek, 06 października 2008
W poszukiwaniu ojca sukcesu
Kandydatów na ojca "sukcesu", czyli uspokojenie niepotrzebnie wywołanej wojny futbolowej jest więcej niż na nowego prezesa PZPN. 1. Minister Drzewiecki aka Rząd RP Wkrótce usłyszymy, że FIFA się wystraszyła, minister to wytrawny strateg, PZPN idzie na dalekie ustępstwa, a co najważniejsze powstanie komisja ds. Piłki Plażowej. Rządowa porażka, nic nie wygrali, uratowali resztki honoru, ale tylko resztki. Pewnie i tak nie zaszkodzi to wizerunkowi rządu, ale sam minister znalazł się na gorącym krześle. 2. Michał Kleiber aka Prezydent RP Przedstawiciel prezydenta w Niezależnej Komisji Wyborczej i autor porozumienia. Po raz kolejny Lech Kaczyński wychodzi z lasu by załagodzić konflikt w polskiej piłce. Nie ma co, uprzątnięcie cudzego bałaganu to też sztuka. W sumie chyba taki prezydent co to nie zna nazwisk piłkarzy, ale ma jakiś realny wkład, że wieczorem zamiast polityków TVP czasem pokaże coś wartościowego (czytaj: mecz) jest lepszy niż "kibic z Gdańska". 3. Robert Zawłocki aka Tylko Bóg może mnie sądzić Jeżeli zniknięcie kuratora wiązać się będzie z tym, że już go nie zobacze to mogę nawet uznać, że wygrał. Nic nie zrobił, jego zamieszanie prawne kosztowało około 500 tysięcy złotych, koszt taksówek nieoszacowany. Człowiek, który rządy zaczyna od wątpliwie legalnych decyzji (zdaniem większości prawników nielegalnych) i wykorzystywania wszystkich przywilejów nie jest odpowiednim reformatorem. 4. Zbigniew Boniek aka zadzwoniłem do przyjaciół Ciekawe czy jego telefon do Platiniego dał nam więcej czasu. Ciekawe czy uspokił sytuację. Jeżeli tak to Boniek będzie chciał wykorzystać to w kampanii. Działacze, którzy podczas zamieszania widzieli jak ważna jest międzynarodowa pozycja Michała Listkiewicza wiedzą, że podobną pozycją pochwalić się może jedynie Zibi. Majstersztyk kampanii wyborczej? 5. Michał Listkiewicz aka PZPN On zdecydowanie najwięcej ugrał. Ma święty spokój. 30 października będą podziękowania, łzy i kwiaty. Dorobek Listka jest rzeczywiście imponujący patrząc na osiągi sportowe kadry. Kiedyś z prędkością światła kończyliśmy eliminację, teraz ta prędkość jest stosowana na samych turniejach. Wciąż będzie ważnym człowiekiem polskiej piłki, o czym wie każdy. Taki sukces lepiej, żeby został sierotą. Właściwie cała akcja nic nie zmieniła. Wybory jak były, kandydaci ci sami, delegaci też. Wygra Kręcina albo Lato. Dziennikarze mają najlepsze wierszówki w roku za październik. Gramy z Czechami i Słowacją, Lech gra w UEFA. Całe zajście kompletnie niepotrzebne. Drzewiecki do dymisji jako jedyny sukces akcji.
W samo południe
Aktualnie szukany jest kompromis, który pozwoli zachować twarz politykom i działaczom. Politycy nie mogą pozwolić sobie na jawną porażkę, muszą mieć remis lub chociaż zamarkować zwycięstwo. Działacze nie mogą już wygrywać jako twardy, skonsolidowany beton. Muszą się nakłonić na reformy. W FIFA i UEFA względny spokój. Dzień jak każdy. O 12.05 telefon do PZPN. Odwiesili? Jeżeli tak to sprawa idzie dla nich w niebyt. Ot, kolejna głupia krzykanina w Polsce. Jeśli nie to znajdziemy się w trudnej sytuacji. Zapewne będzie można sprawę odkręcić we wtorek, ale już przy innym rozkładzie sił. POlski Rząd spojrzy w karty i zauważy rażący brak asów, królów czy chociażby pary dziesiątek. Niestety po wejściu all in z klasą już wycofać się nie można. Pozostanie pójście w zaparte by stracić wszystko, ale odwlec karę w czasie bądź placzliwa prośba, by ten zakład wycofać. Tak czy siak jeżeli nas zawieszą będzie to początek końca. Są ludzie, którzy za premierem jak mantrę powtarzają, że nie chcą takiej piłki, że chcą sukcesów jak '74 i '82 i silnych klubów w Europie. Gdyby to było proste jak wprowadzenie kuratora to już dawno emocjonowalibyśmy się 1/4 Ligi Mistrzów. Niestety rażący brak infrastruktury, trener młodzieży zarabiający 200 złotych miesięcznie, tragiczny stan Akademii Wychowania Fizycznego i kompletny brak pieniędzy na sport szkolny. Jeżeli chodzi o poziom polskiej piłki to każdy kolejny rząd zrobił mu krzywdę nieporównywalnie większą niż afery korupcyjne. W sidła korupcji wpadali piłkarze w wieku 20-21 lat kiedy ich wyszkolenie i tak dyskwalifikowało ich międzynarodowe kariery. Kiedyś można było? Można ale przez 40 lat nie zrobiono nic by dalej można. Jestem święcie przekonany, że PO i kurator nie mają pomysłu na lepszy PZPN niż aktualny beton. Przykre, ale polskim politykom nie wierze już od kilkunastu lat. I oni nie zrobili nigdy nic by ten stan rzeczy zmienić.
sobota, 04 października 2008
5:0 dla PZPN
1. Romana Troicka-Sosińska i Wiktor Cajsel z Trybunału Arbitrażowego PKOL stwierdzili wczoraj znów, że kurator nie miał prawa zawiesić zarządu PZPN. Oznacza to, że najlepszy karnista w Polsce - zdaniem Antoniego "Byłem w każdej partii i nie znam się na sporcie" Mężydły - w 1.minucie swojego urzędowania złamał prawo. 1:0 dla PZPN po samobójczej bramce Roberta Zawłockiego. 2. Robert Zawłocki zapytany dwukrotnie w programie telewizyjnym w dniu wczorajszym o swój dorobek pięciodniowej pracy w PZPN, nie odpowiedział na pytanie. Zasłaniał się brakiem pomocy z PZPN. Ludzie, których uznaje za niepełniące żadnych funkcji osoby prywatne robili by to w jego rozumieniu prawa nielegalnie. Każdy karnista powinien pozwać posła Mężydłę do sądu, bo trudno jest być gorszym w tym fachu niż Zawłocki. 2:0 dla PZPN po kolejnym swojaku Zawłockiego. 3. W dniu wczorajszym prawnicy PZPN wraz z prawnikami Ministerstwa Sportu i Turystyki ustalili plan naprawczy. Dwutygodniowy okres naprawienia drobnostek i 60-dniowy okres naprawienia spraw grubszych, do czego zobowiązali się wszyscy kandydaci na prezesa PZPN. Plan storpedowany przez Donalda "120% poparcia" Tuska. Co czyni całą akcję w PZPN w 100% polityczną. 3:0 dla PZPN po samobójczym golu premiera. 4. W dniu wczorajszym UEFA i PZPN zapoznały się z dokumentami od ministra Drzewieckiego w dalszym ciągu nie uznając kuratora. Ktoś (zapewne z otoczennia rządu) wyszedł z plotką, że FIFA się boi, a za całą akcją stoi Listkiewicz. Mężydło stwierdził nawet: to blef Listkiewicza, który zawsze blefuje. Byłby to międzynarodowy skandal gdyby odebrali nam Euro. Blatter rzadko podpisuje coś osobiście. Jak to robi to znaczy, że jest zły. Jak jest zły to jakiś podrzędny kraj dla niego nic nie znaczy. 4:0 dla PZPN tym razem po akcji dwójkowej Williama Galliarda i Jerome'a Champagne'a. 5. Bramka na 5:0 strzelają realia. Żadnych argumentów po stronie Rządu RP. Prawo po stronie FIFA i UEFA. Nic do zyskania, wszystko do stracenia. Zjadłbym drut kolczasty, żeby PZPN zreformować, ale robienie interesów politycznych kosztem klubów i kadry? Grzmią, że 40-milionowy kraj nie może być szantażowany. Może. Przy FIFA i UEFA nasz pseudodemokratyczny kraj jest polityczno-gospodarczym kmiotem. Najwięksi politycy i biznesmeni z dumą wpinają w klapę znaczek UEFA Family. Wizytę w Polsce spychają jako niepotrzebną konieczność. Zawieszą nas bo politycy grają w pokera o wszystko stawiając nie swoje rzeczy. Bilans strat tego POLITYCZNEGO ataku: Reprezentacja seniorów i reprezentacje juniorskie zostają wykluczone. Lech Poznań zostaje wykluczony z Pucharu UEFA Polskim zawodnikom w zagranicznych ligach grozi utrata licencji, bowiem są zawodnikami nieuznawanego kraju. Młodzi zawodnicy z podwójnym obywatelstwem, którzy grali dla Polski zagrają przy najbliższej okazji w innych reprezentacjach. Polskiej lidze grozi paraliż organizacyjny. Platforma nie ma żadnego planu naprawy polskiej piłki. Platforma nie ma ludzi gotowych zorganizować tak wielką organizację jak PZPN. Platforma nie zdaje sobie sprawy, że PZPN okaże się ich grabarzem i zatańczy na pogrzebie. Donald Tusk powiedział wczoraj, że na polskich stadionach złodziej pogania złodzieja. Chyba w Sejmie... Na tle sportu PZPN jest tragiczny (ale w Polsce to norma dla związków sportowych), na tle polityki jest super fajny. Nie zapominajcie o tym jaki jest poziom posłów. Chciałbym, żeby Tusk, Drzewiecki i Zawłocki mieli ksztynę honoru (o co nie podejrzewam) i powiedzieli o swoich decyzjach w twarz Franzowi Smudzie.
piątek, 03 października 2008
Przegląd zawieszeniowej prasy
Od większości artykułów, które na temat zawieszenia przeczytałem lasuje się mózg. O to jednak kilka wartościowych rzeczy. Na początek Krzysztof Budka z Przeglądu Sportowego: Nie ma i nigdy nie będzie naszej zgody, na to, by w wojnie - nawet takiej, której celem ma być uzdrowienie polskiej piłki z korupcji - złożyć w ofierze dobro najwyższe. A za takie uznajemy - i zapewne nie tylko my, ale i miliony kibiców w naszym kraju - reprezentację. Nikt, żaden minister sportu, żaden premier, żaden działacz, polityk czy ktokolwiek inny nie ma najmniejszego prawa - choćby kierowały nim najszlachetniejsze pobudki - doprowadzić do tego, by Bogu ducha winni w tym sporze kibice, piłkarze i trenerzy kadry jedną decyzją zostali pozbawieni szans na rywalizację o występ na mundialu. W tej wojnie nie będzie wygranych, dlatego najwyższy czas ją skończyć. Jak dla mnie nic dodać, nic ująć. Na następnej stronie PS czytamy komentarz Romany Troickiej-Sosińskiej z Trybunału Arbitrażowego: Kurator w PZPN został ustanowiony na zasadach prewencyjnych, bo wniosek o zawieszenie zarządu związku nie został jeszcze rozpoznany. Oznacza to, że Trybunał może odwołać kuratora choćby dzisiaj, a swoją decyzję uzasadnić nowymi okolicznościami. Nie został rozpoznany? Wygląda więc na to, że skarga FIFA i UEFA do MKOL jak zostanie już "rozpoznana" nie zostawi suchej nitki na PKOL. Jedyny plus, że może za jednym zamachem pracę straci Drzewiecki i Nurowski. Dla mnie byłby to prezent większy niż oczyszczenie PZPN. Od Nurowskiego nauczyć się można wiele. Wszak wytrawny szef propagandy w PZPR swoje już ugrał będąc w PKOL, a kondycja sportu olimpijskiego pozostawia wiele do życzenia. Więcej od strony prawnej dodaje na łamach Sportu Wiktor Cajsel, członek prezydium Trybunału Arbitrażowego przy PKOL: Kurator ustanowiony w PZPN nie miał prawa zawiesić władz PZPN. Kurator wyznaczony został tymczasowo, do chwili wydania przez Trybunał ostatecznego orzeczenia. Zawieszenie władz leży w kompetencji Trybunału, a nie kuratora. Kurator pełni funkcję przez okres jednego miesiąca, w czasie gdy trwa postępowanie przed TA rozpatrujące wniosek organu nadzorującego, jakim jest Minister Sportu i Turystyki. Zawłocki nie mógł podjąć takiej decyzji nie będąc kuratorem finalnym. Ręce składają się do oklasków! Zawłocki zaczyna mieć już przeciwko sobie nawet organ, który go powołał. Mało tego moim ulubionym fragmentem jest oświadczenie Zawłockiego przekazane PAP: w najbliższy piątek zostanie przedstawiony pełen wykaz stwierdzonych naruszeń prawa przez zarząd PZPN, potwierdzający zasadność wprowadzenia i działania Kuratora PZPN. Wtedy też zostanie przedstawiony sposób i harmonogram usunięcia tych naruszeń i ogłoszony termin nowych wyborów. Konieczność zmian z zarządzaniu PZPN ma merytoryczne podstawy, a ponadto jest życzeniem milionów Polaków. Wygląda na to, że Robert "Dream come true" Zawłocki działa od końca. Łatwiej byłoby bowiem najpierw przedstawić dokumenty-dowody i podjąć kroki prawne niż działać bez dokumentów. Dla przypomnienia jeszcze "merytoryczne podstawy" to m.in. brak komisji ds. piłki plażowej oraz co najlepsze: Zarząd PZPN stwierdził, a nie mógł tego zrobić, wygaśnięcie mandatów delegata na walny zjazd panów M.Kowala, P.Siedleckiego i A.Szczełkuna (w związku z postępowaniem karnym w stosunku do tych osób). Tak jest. Sam jestem w szoku, ale wygląda na to, że PZPN w przeciwieństwie do Sejmu RP nie pozwala głosować osobom, które mają postawione zarzuty karne. Ministrze! Strzał w stopę. Kryształowy Wąs roku trafia w ręce Mirosława Drzewieckiego. P.S. Polsat nie dostanie tych transmisji tak łatwo. Mimo świetnych układów panów Ruski, Solorza, Schetyny, Nurowskiego i Drzewieckiego, o których niewszyscy wiedzą a powinni.
Chcą odebrać emocje!
Po najgorszym wprowadzeniu kuratora w dziejach usłyszałem gromkie oklaski. Po groźbie FIFA usłyszałem (już mniej gromkie) Niech nas zawieszają! Dziwie się naiwności wszystkich, którzy wierzą, że Drzewiecki ma na sercu dobro polskiej piłki. Jeszcze bardziej dziwie się tym, którzy wierzą, że po usunięciu Listkiewicza i spółki FIFA radośnie przyjmie nas do swojego grona. Jak nas zawieszą to odwieszą dopiero jak rządzić będzie znów Listkiewicz, lub zwycięzca (nielegalnych?) wyborów z 30 października. Niestety, ale skruszyć betonu nie można innym betonem. Przykro mi to mówić, ale na tle naszych polityków, Listkiewicz mieni mi się jak rycerz na białym koniu. Przy wszystkich politycznych wałkach różnica 3 członków zarządu pomiędzy statutem, a rzeczywistością brzmi jak kpina. Zwłaszcza kiedy oskarżenia wysuwa człowiek o tak niejasnej przeszłości jak Mirosław Drzewiecki. Znalazłem ciekawy artykuł z Polityki, z lutego 2008. Artykuł niezwykle długi, ale na 4 stronach A4 zawarto po stokroć więcej konkretów niż na 38 stronach nieprawidłowości w PZPN. Przewija się w nim podrabianie odzieży, zatrudnianie na czarno i kontakty mafijne bliskich członków rodziny. Mirosław o niczym nie wiedział! (Śmieszne zwłaszcza w kontekście zaniedbań PZPN). Dochodzą jeszcze regularnie źle wypełniane rozliczenia majątkowe i jakieś wałki skarbinka PO. To jednak pikuś w porównaniu z fragmentem dotyczącym Klubu Kapitału Łódzkiego (Drzewiecki był współzałożycielem), który wklejam w całości: Pierwszym prezesem KKŁ został Michał K. – niegdyś pełnomocnik firmy polonijnej Dampex. „Wielkopański sposób bycia, pewność siebie – takim go zapamiętałem. Wydawało się, że pasuje na prezesa naszego Klubu” – mówił o nim po latach Drzewiecki. W 2001 r. Michał K. został skazany na dwa lata i 10 miesięcy więzienia za to, że na początku lat 90. wyłudził około 150 tys. dol. kredytu z banku i 900 tys. zł z Westy. Drzewiecki przekonywał wówczas dziennikarzy: „To normalne, że ludzie, którzy pracują przy pieniądzach, mają z nimi kłopoty. Te problemy dotyczą zwłaszcza okresu, kiedy przekształcała się gospodarka”. I dodawał: „Od kilku lat nie słychać, żeby wsadzali ludzi z naszego klubu”.
Nazwiska wielu dawnych klubowiczów przeniosły się bowiem z kroniki towarzyskiej do kryminalnej. Sławomir J. i Andrzej S. – współwłaściciele firmy Sajar, podobnie jak prezes KKŁ zostali w 2001 r. skazani za wyłudzenie pieniędzy z Westy. Obaj dostali za to po 4,5 roku więzienia. Janusza B. – założyciela Westy – oskarżono w latach 90. o zagarnięcie z tej firmy 30 mld starych zł. Proces do dziś się nie zakończył. Grzegorz Ł., prawnik najbogatszych łodzian i były łódzki radny, w 2002 r. przyznał się do skorumpowania prokuratora i ostrzeżenia znanych łódzkich biznesmenów o grożącym im aresztowaniu. Z kolei Mirosław R., właściciel kilku firm dziewiarskich, przyznał się, że w 1999 r. zlecił gangsterom wysadzenie firmy swego konkurenta. Obecnemu prezesowi KKŁ Andrzejowi P., niegdyś współwłaścicielowi drużyny piłkarskiej Widzewa, prokuratura postawiła dwa lata temu zarzut płatnej protekcji. Oto nasz kryształowy zbawiciel. Listkiewicz, Kręcina, Kolator i Koźmiński po zsumowaniu życiorysów mają lepsze referencje. Jakoś nieufam ludziom, których większość znajomych nie ma pełnego nazwiska. Wracając jednak do zawieszenia, za którym opowiedzieli się liczni dziennikarze Gazety Wyborczej, to jednak FIFA nie ma nic do stracenia. Polska od jakiegoś czasu jest piątym kołem u wozu i już widze jak po zawieszeniu Blatter i Platini stają i oznajmiają wszystkim, ku przestrodze: Polska jest przykładem, jak można zniszczyć wszystko. Wyciągneliśmy do nich rękę, dając wbrew wszystkim opiniom Euro 2012. Jedynym winnym zaistniałej sytuacji jest polski rząd, który nierespektując międzynarodowego prawa sportowego pozbawił swoich kibiców radości, smutków i przede wszystkim emocji. A tym, którzy jeszcze wczoraj twierdzili, że polska piłka emocji nie dostarcza dedykuje tego gola:
|
|